Te słowa padły na Małej Scenie przy Przemysłowej 3D, w piątek 13 lutego. Był to Dzień z Niedźwiedziem Wojtkiem, z projektem edukacyjno-artystycznym, w którym młodzież z Zespołu Szkół im. Mikołaja Kopernika zwiedziła wystawę, poświęconą szlakowi bojowemu 2. Korpusu Armii Andersa i niedźwiedziowi, kapralowi Wojtkowi, który dzielnie w czasie wojny mu towarzyszył. O legendach, które wokół tego narosły, opowiedział historyk Sławomir Łaniecki oraz monodram, w którym zagrał Michał Piela. Co dziś wiemy o Niedźwiedziu Wojtku naprawdę, a co wciąż jest mitem?
Mały Niedźwiadek
Przypomnijmy, że Dzień z Niedźwiedziem Wojtkiem zainaugurowało widowisko dla dzieci klas wczesnoszkolnych i IV-VI, które uczniowie z Konina obejrzeli 21 stycznia na Małej Scenie Konińskiego Centrum Kultury. W sztuce Elżbiety Chowaniec pt. „Mały Niedźwiadek” w reż. Aldony Figury wystąpił aktor młodego pokolenia, Konrad Szymański. Mali widzowie wędrowali z nim od Bliskiego Wschodu, przez Białą Afrykę aż do włoskiego wzgórza Monte Cassino. Popłynęli na południe Włoch wraz z żołnierzami Andersa i ich kompanem, niedźwiedziem syryjskim, Wojtkiem transatlantykiem Batory, by w końcu rozformować się jako wojsko na Wyspach Brytyjskich i pobyć z misiem w jego powojennym, nowym domu – w zoo w Edynburgu. Przedstawienie było zilustrowane mapkami, adekwatnymi do dziecięcego rozumienia i stało się przestrzenią do rozmowy o trudnych emocjach, dla której sposobnością była opowieść o wojennych losach Polaków, o krzywdzie, cierpieniu, tułaczce i niesprawiedliwości. Pokazało też, że przyjaźń z niesfornym, dwumetrowym, futrzanym drągalem, jest możliwa!
My wszyscy od Andersa
Tak brzmiał tytuł dr. Sławomira Łanieckiego z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. Historyk rozwiał wiele mitów o sympatycznym niedźwiedziu. Mówił, że nie jest prawdą, że w czasie walk miś podawał amunicję, a potem uciekał na drzewo, chociaż rzeczywiście na ciężarówce wojskowej armii Andersa był taki emblemat – niedźwiedź z pociskiem. Mówił też, że Wojtek nie był jedynym niedźwiedziem, który służył w polskim wojsku. Była też Basia, niedźwiedzica polarna, przygarnięta w północnej Rosji, wcielona do Batalionu Murmańczyków, którym dowodził płk. Julian Sokołowski, odpryskowego oddziału I Korpusu Polskiego gen. Józefa Dowbor-Muśnickiego. Baśka Murmańska stanęła później obok marszałka Józefa Piłsudskiego, salutując podczas defilady na Placu Saskim w 1919 r. (zachował się archiwalny film). Straciła życie, uciekając z garnizonu w Modlinie, wskoczyła na krę na Wiśle. Tam przerażeni mieszkańcy wioski zatłukli ją. Została wypchana i długo była eksponatem w Muzeum Wojska Polskiego.
– Wojtek był żołnierzem i to jest bez precedensu. Nie ma drugiego innego zwierzęcia na świecie, któremu przyznano stopień wojskowy i żołd. I tu kłania się nam kolejna legenda. Mówiło się, że chodziło o to, by misiek mógł popłynąć na Batorym na południe Włoch. Chodziło jednak o przydział żywności, bez stopnia żywienie go było trudne – mówił dr Łaniecki, który w ramach tego projektu badał archiwa historyczne na Wyspach Brytyjskich. Mówił również, że wiele osób, które po wojnie zostały w Anglii i Szkocji twierdziły, że były opiekunami Wojtka. Mijało się to jednak z prawdą. Niedźwiedź miał głównego opiekuna, który pamiętał, że jest to dzikie zwierzę i kilka osób, które akceptował, był pod kontrolą. Prawdą jest, że uwielbiał piwo i że wyjadał papierosy i że żołnierze kupili go za butelkę mleka jako szczenię od perskiego chłopca. Mówił też, że w Szkocji Wojtek jest niezwykle popularny, a jego pomnik znajduje się w reprezentacyjnym miejscu w Edynburgu. Dr Łaniecki pokazał też szlak bojowy 2. Korpusu Armii Andersa od Monte Cassino, po Bolonię i Ankonę. – Bitwa pod Monte Cassino nie była największą w historii II wojny światowej, ale jedną z ważniejszych. Utorowała drogę na Rzym, dalej na Berlin. Z tym wzgórzem zmagały się największe armie świata, także Armia Andersa miała do niego dwa podejścia – opowiadał, przytaczając również historię Generała, od momentu gdy stał się wybitnym kawalerzystą, a później dowódcą, po traktat Sikorski-Majski i sformowanie armii na Syberii. Jak się okazało, historyk miał okazję widzieć jeszcze w Anglii wdowę po Generale, Irenę Andersową.
Niedźwiedź Wojtek
Sztukę pod tym tytułem napisał dramaturg, krytyk, reżyser, producent i dyrektor Teatru Dramatycznego w Warszawie, Tadeusz Słobodzianek. – Napisał ją specjalnie dla mnie – mówił Michał Piela, aktor. – Przez lata czekała na dobry moment. Graliśmy ją w Dramatycznym wspólnie z 6 innymi aktorami, na scenie – żołnierzami Andersa. Miałem piaskownicę, były piosenki, które śpiewali, moje monologi. Słobodzianek mnie wypatrzył i uznał, że będę idealny do roli Wojtka. Zakochał się we mnie na tę jedną rolę i jestem mu za to wdzięczny, bo grałem tę postać z wielką przyjemnością i szkoda, że czas pandemii nam tę możliwość zabrał. Po kilku latach pojawiła się propozycja, by napisać to jako monodram i Tadeusz Słobodzianek to zrobił. Opierałem się dłuższy czas, ale w końcu dałem się podejść i gramy tę wersję „Niedźwiedzia Wojtka” od sierpnia 2025r. w całym kraju. Zaprzyjaźniłem się z Wojtkiem, bardzo go lubię i mogę się z tą postacią na scenie zestarzeć. Mogę ją grać bez względu na wiek i zamierzam to robić.
Niedźwiedź nie był jedynym zwierzęciem żołnierzy Andersa, mieli oni też małpę i węże. Wojtek bardzo nie lubił tej małpy, strasznie go wkurzała. Dowództwo zezwalało na posiadanie zwierząt, przyjmując, że działają na żołnierzy terapeutycznie. To byli przecież ludzie wyciągnięci z głębi Rosji Sowieckiej, gdzie przeżyli traumy, przeżyli Gułag, łagry, głód, upodlenie. Zwierzęta miały odwrócić uwagę od tych trudnych przeżyć i walki. To prawda, że uprawiali z nim zapasy, wygłupiali się. Oczywiście nie wszyscy, była to wybrana grupa osób, która była z Wojtkiem bliżej. Trzeba wciąż mieć na uwadze, że był on niedźwiedziem syryjskim, po grizzly największym i najsilniejszym zwierzęciem. Dostęp do niego mieli ci, których w pełni akceptował. Co wiedziałem o Wojtku, nim zacząłem go grać? Że nie był zmyślony, udział w spektaklu pogłębił o nim moją wiedzę. Niepokoi mnie tylko, gdy przychodzą go oglądać dzieci, bo treści są niestety traumatyczne i dorosłe. Monodram zaczyna się np. od historii naszego niedźwiedzia, który w dramatycznych okolicznościach traci swoją mamę, jest też pełen trudnych przeżyć bohaterów, o których losach mówię jako Wojtek – zakończył Michał Piela, znany z ról dubbingowych, teatralnych i serialu „Ojciec Mateusz”, w którym gra postać policjanta, Mieczysława Nocula.
Historia bez retuszu
Monodram opowiadał te ludzkie historie bez retuszu, są one widziane oczami Niedźwiedzia Wojtka, przez niego przytaczane. Autor sztuki, Tadeusz Słobodzianek rozprawia się z ich wadami, grzechami, tułaczką i z bezdusznością powojennego ładu, w który uwikłani zostali i który nie dał im więcej złudzeń. Michałowi Pieli towarzyszył na scenie akordeonista, Mateusz Wachowiak. Na scenę wkroczyli na piosence „Bal na Gnojnej”, a w wykonaniu towarzyszyła im dyrektor Konińskiego Centrum Kultury, Lucyna Lenard-Woźniak. Historię misia Wojtka oglądali uczniowie klas mundurowych ZS „Kopernik” z nauczycielem, Andrzejem Przeździeckim.
Spektaklowi i wykładowi towarzyszyła wystawa w hallu pt. „Niedźwiedź Wojtek – Żołnierz 2. Korpusu Polskiego" zilustrowana archiwalnymi fotografiami udostępnionymi przez Instytut Polski i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie, ukazującymi przyjaźń pomiędzy zwierzęciem i jego opiekunami.
Zdj. Olga Marcinkowska
Galeria zdjęć










