Gościliśmy aktora nietuzinkowego, który chadza własnymi ścieżkami – życia i sztuki, od lat. Skojarzyliśmy go w punkt z amerykańskim obrazoburcą, pisarzem i poetą – Charlesem Bukowskim. Było jasne od początku, że nikt inny nie zrobi tego bardziej przekonująco. Lech Dyblik czytał „Fragmenty winem poplamionego notatnika”, opowiadał anegdoty z życia, także tego zawodowego. Co łączyło, a co dzieliło go z pisarzem obrazoburcą?
Do pewnego momentu łączyło ich wszystko, także miłość do alkoholu. Tu jednak drogi obu panów się rozeszły. Bukowski pozostał mu wierny, jak i wyścigom konnym. Dyblik miał więcej szczęścia. Polubił bycie mężem i ojcem, i to co ma, poukładał się z życiem, również dzięki znakomitemu spowiednikowi, franciszkaninowi, o. Jordanowi Śliwińskiemu.
Mówił też doo tym, co różni go z Andrzejem Grabowskim, z którym prywatnie uwielbiają się i prowadzą dialogi na temat tego, czy 500 zł to więcej niż 15 tysięcy złotych i w jakich okolicznościach, i o tym, że Volvo Dyblika miało kiedyś 6 lat. Opowiadał też anegdotę o Andrzeju Sewerynie, z którego synem zaczął rozmowę po francusku, chociaż nikt się po nim tego nie spodziewał. Był czas, że tęsknił za uznaniem i czerwonym dywanem. Dziś wystarczy mu nie tylko, lecz AŻ prawda. Bo przyszedł moment, kiedy z nią stanął twarzą w twarz i to było zbawienne. Śmiał się, że gra starych stajennych, kierowników śmietnika, meneli i wzburzonych rolników, ale tu śmiać się nie ma z czego, bo Lech Dyblik kradnie ekran z drugiego planu. Mówił też o Wajdzie, o Lindzie, Strasburgerze, o Malkovichu, i o Janie Nowickim, starszym koledze aktorze, który roztoczył nad nim opiekę. No i o tym, że prowadzi rekolekcje dla małżonków, bo przecież był czas, że w jego małżeństwie nie działo się najlepiej. Nauczył się też śpiewać i grać na gitarze, żyje jak chce. Pracuje jak chce, a żona – ta sama od 45 lat, jest tą jedyną. I to właśnie różni go od Bukowskiego. Co łączy? Niezłomność, niezależność w podejściu do sztuki, do relacji.
W czasie tego Salonu padły słowa na temat literatury, poezji, uniwersytetów, jazzu i sztuki w ogóle, no i kondycji poety. I te o życiu, i co jest w nim naprawdę ważne, orazAnegdoty o aktorstwie, pracy na planie, ambicjach, wierze w Boga i w siebie, i kolegach aktorach. A Widzowie pytali. Mistrz filmowego epizodu Lech Dyblik przeczytał dla nich „Fragmenty winem poplamionego notatnika”. W Salonie Poezji zagrał Muzyczny Anioł – Robert Goździewicz, który stworzył nastrój kochany przez Bukowskiego – jazzu, oparów dymu tytoniowego i czegoś tam jeszcze, o czy nie mówimy, bo mogą nas ocenzurować. Spotkanie z twórczością Charlesa Bukowskiego odbyło się w Konińskim Centrum Kultury, 9 marca, dokładnie w 32. rocznicę śmierci pisarza. Jeden z widzów, wielbiciel jego poezji i prozy, przyjechał tego dnia do Konina z Wrocławia.
Zdj. Zdzisław Siwik
Galeria zdjęć









