Pierwszy z cyklu wykładów „Historia dla Obojętnych i Nienawidzących” odbył się w Inkubatorze Aktywności Kulturalnej Dom Zemełki. Tematem tego spotkania była architektura, a ekspertem, który poprowadził wykład rozmawiając jednocześnie z publicznością, był prof. dr hab. inż. arch. Przemysław Biskupski z Wydziału Urbanistyki Politechniki Poznańskiej. Profesor dokonał audytu 183 miast Wielkopolski na zlecenie marszałka województwa i sam zagłębił się w temat, daleko więcej niż wymagało tego zadanie. Spotkania historyczne w Zemełce zainspirował badacz dziejów, Jerzy Łojko.
Co kryje architektura?
Audyty miast wykonuje się co 25 lat. Dlaczego nie częściej, dlaczego nie rzadziej – tego nie wiadomo. Niestety prof. Przemysław Biskupski, zajmujący się zawodowo przestrzenią miast, nie odnalazł wyników poprzedniego audytu i niemożliwe były porównania. Przywitał go historyk, Jerzy Łojko. – Historia przenika i porządkuje każdą dziedzinę, fotografię, chirurgię, architekturę, literaturę – mówił. Dlatego wymyślił cykl czwartkowych wykładów, w których tematyce ona się przejawi.
– W architekturze kryje się kod kulturowy. Nie musimy widzieć napisu, tabliczki, żeby wiedzieć, że oto stajemy przed kościołem, cerkwią, synagogą, komisariatem czy ratuszem. Ma ona funkcje użytkowe i w ten sposób odsyła do znaczeń, kształtuje też i określa życie mieszkańców – wyjaśniał prof. Biskupski, który audyt przestrzeni miast Wielkopolski wykonał, dzieląc je na obszary.
Prof. Biskupski zbadał Poznań na przestrzeni 200 lat wstecz, sięgając do XIX w., ale ciekawość poniosła go dalej. Jak mówił wiek XIX wpłynął na wielkość i kształt miast, na ich ludność. Ślad odcisnęły na niej również zabory. Nie Niemcy, nie Rosjanie, a obcy. Wpłynęła na to również rewolucja przemysłowa. Przerwana została wtedy ciągłość kulturowa, miasta zostały oderwane od tożsamości. W XVIII w. można było jeszcze spotkać zamki, mury obronne czy ratusze, to wszystko zostało zburzone. Dziwnym trafem dość często miasta Wielkopolski ulegały też licznym pożarom. I również na przykładzie Konina, w szczególności ratusza, można ten proces śledzić.
Więc jak było?
Profesor twierdzi, że architektura naszego regionu liczyła się z naturą, wpisywała się w nią, a konkretniej nie ingerowała. Miasta Rzeczypospolitej Obojga Narodów składały się z kilku odrębnych układów osadniczych, cechowała je wielowątkowość. Wpływała na to struktura własności, niektóre osady należały do króla (zwykle było to miasto lokacyjne, dzisiejsza starówka), inne do kościoła, a jeszcze inne do szlachty. Można je było np. odkupić (tzw. jurydyka). – Poznań liczył wtedy 12 tysięcy mieszkańców. Podkreślmy, że Rzeczpospolita miała wtedy terytorium 4-krotnie większe niż obecnie. Jedynymi miastami, które zachowały się w pierwotnej postaci to Sandomierz czy Kazimierz nad Wisłą. Niezakłócony rozwój, nikłą ingerencję miały Siena, Florencja, Wenecja i nasz Lublin – mówił profesor. Miasta te mają wciąż charakter krajobrazowy. Czy dlatego tak urzekają?


